niedziela, 29 czerwca 2008

następny prosze....

Lipiec juz za chwile...

+ 1 dodany do "hall of fuck"
- 1 porzucone marzenie o wartosciowej znajomosci.

Moje jestestwo zostało wypłukane z namiastek miłosci

Teraz oczywiscie czuje wielki niesmak, i w głowie pojawiaja się mysli o podróży w czasie i przestrzeni...byle by tylko zapobiec tej znajomosci... byłabym szczesliwa nawet w jakis perwersyjny sposob gdyby udalo mi sie wczesniej połaczyc w piekny zwiazek moj "obiekt do zadan specjalnych" z kims innym np. nielubiana koleżanka
Pojawiają sie też uczucia: gniew i smutek, tak naturalny po odstawieniu ulubionego narkotyku jakim sa wojny podjazdowe z kandydatem na miłość.
Gniewam się głownie na siebie że jak zwykle patrzyłam na cała sytuacje przez pryzmat własnych uczuć i emocji, a powinnam kiedys zrozumiec ze jak to ladnie powiedzial L " są też inne aspiracje"
albo ze sa aspiracje?, nie pamietam..

środa, 27 lutego 2008

środa, 26 grudnia 2007

bezsennosc zimowa

nie moge spać... niebo ma pomaranczowy odblask, choc nie uswiadczysz sniegu.
napinam sie emocjonalnie, jak zwykle o tej porze roku, przesilenie zimowe i okolice to u mnie czas magiczny, niekoniecznie w wymiarze pozytywnym.
słucham siebie i zaczynam słyszec bardzo rozne rzeczy.

niedziela, 9 grudnia 2007

bez sensu

zawodze siebie w oczach innych....
naprawde ciekawych rzeczy mozna sie dowiedziec o sobie
bo kazde zachowanie zostanie zinterpretowane wedlug wlasnego chciejstwa i nie uniknie sie nalozenia na druga osobe swojego wzornika osobistego zrodzonego z kompleksow,zachamowan i wszelakich innych zdradliwych pomyslow.

nie mam ochoty zyc wedlug pieknego kodeksu prawidel moralnych z cyklu "pozwol innym decydowac o sobie" ...mam na to swoja krotka odpowiedz...a po co , skoro sami zrobia to co beda chcieli, nie osmielalam sie nigdy twierdzic ze mam nad kims wladze, jakakolwiek...bo takowej nie posiadam, a mowic moge co chce...i będe oj będe.
a wy i tak zrobicie po swojemu....

niedziela, 25 listopada 2007

How to break your own heart part.1

godzina 3 minuty 6 sekund....tyle trwa przekreślanie roku i dwóch miesięcy wspolnego życia.
ile potrwa zabliźnianie...?

środa, 21 listopada 2007

a tak w ogóle to niesamowite że tak łatwo idzie mi mówienie rzeczy, o których wstydze się myśleć sama ze sobą...
jeżeli kiedykolwiek , chociaz raz się kogoś kochało, to nabyło się wiedze że kończenie z uczuciami nie jest łatwe.
to jak z tatuażami,
oczywiście można je usunąc ale.... to dużo kosztuje i zawsze pozostaje jakiś ślad choćby najmniejszy.

moje wiezi emocjonalne, likwidowane były na sposób szlifierki która co prawda też usuwa ślady ale pozostawia własne, bardzo nieprzyjemnie paprzące się rany.


przygotowuje się cierpliwie na coś podobnego do amputacji... wmawiam sobie że tym razem będzie ok, ale na samą myśl oczy mi wilgotnieją,
próbowalam porozmawiac z mamą o mojej decyzji ale głos ugrzązł mi w gardle, nie bylam w stanie powiedziec tego o czym mysle juz jakis czas,
ze i tym razem sie pomyliłam, ze nie obedzie się bez płaczu i ogryzania paznokci, bez calonocnych rozmów przez telefon, o tym jak po raz kolejny ważne uczucie stało się czymś na kształt zepsutej zabawki, nie dającej radości a jedynie potrafiącej kaleczyć...
nie potrafie powiedziec o tym że nie umiem porzucic tego od tak sobie, bo wciąz licze po cichu na jakąs magiczna odmiane, że może jednak będziemy kiedyś ze sobą, na wspolnie wypracowanych zasadach, że.....nie byliśmy ze sobą tylko z przypadku, że czemuś miało to służyć